Bloog Wirtualna Polska
Są 1 204 163 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Czy ten blog ma dalej sens?

niedziela, 09 czerwca 2013 21:51

Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy jest sens prowadzić dalej tego bloga. I czy w ogóle ktoś coś z tego mojego pisania wynosi.

A jeśli pisać, to po co?


Podziel się
oceń
22
3

komentarze (2) | dodaj komentarz

Lupercalia

wtorek, 15 lutego 2011 20:45

Od dłuższego czasu zadziwia mnie fakt, że większość osób, które wykazują jakąkolwiek chęć i odwagę żeby szukać inspiracji poza miałką papką serwowaną nam przez mainstreamową kulturę, w konfrontacji z Walentynkami zdobywa się w zasadzie tylko na jedną reakcje: wyparcie i negacje.

Walentynki są zatem oskarżane o to że są orężem bądź to zgniłej tradycji katolickiej (wszak św. Walenty miał być- poniekąd ze względu na swa impotencję - patronem miłości czystej, i uwolnionej od cielesnej chuci, którą kusza nas złe siły, pragnące wszelkimi sposobami uwięzić nasze nieśmiertelne dusze w sidłach materii), bądź też oskarżane są o całkowita komercjalizację i masowość, która nijak się ma z pięknem prawdziwej miłości, nie tylko nie potrzebuje potwierdzenia w ekshibicjonistycznych gestach i tandetnych podarunkach.

No cóż. Trudno się z tego typu opiniom dziwić. Co więcej, analogiczne opinie można wygłosić na temat Bożego Narodzenia i  Wielkanocy. I również będą one w pełni uzasadnione.

Tym jednak, co mnie dziwi, to fakt, że o ile w stosunku do Bożego Narodzenia i Wielkanocy oprócz strategii negacji i wyparcia, całkiem często stosuje się również tradycje asymilacji i symbolicznej redefinicji (głównie poprzez traktowanie tych świąt, jako symboli uniwersalnych, obecnych w większości kultur starożytności i odczytywaniu ich jako celebracji naturalnych cykli zachodzących w kosmosie), o tyle w przypadku Walentynek strategia ta jest w zasadzie nieobecna. 

Kiedy próbowałem podpytywać, jedyną sensowną odpowiedzią (tj. mającą jakieś uzasadnienie) było stwierdzenie, że "pogańskie Walentynki" to noc kupały, i to właśnie noc kupały powinniśmy celebrować. Natomiast Walentynki to twór obcy, jałowy i wyzbyty głębszej symboliki (bo katolicka symbolika, jeśli nawet uznać ją za głęboką, zionie, dla większości moich rozmówców, najgłębszym możliwym zakłamaniem).

I w tym właśnie miejscu na usta mimowolnie przychodzą na myśl słowa Brudzińskiego: "Ignorancja nie jest niewinnością, jest grzechem."

Bo przecież Walentynki, tak jak i inne święta rzekomo wywodzące się z tradycji katolickiej, to nic innego jak Luperkalia - starożytne święto obchodzone 14-15 lutego na cześć fauna Luperkusa, będącego obrońcą fallicznym obrońcą pasterzy i ich stad.

Luperkus był dzikim kozłem zwiadującym mającą nadejść niebawem wiosnę. Był więc - ni mniej ni więcej - jedną z wielu form Pana. Rogatym bóstwem czarownic i niesfornym, energicznym wiecznie podnieconym kozłem, który nieustannie szukał wyzwań, którym mógłby stawić czoło, tak by jeszcze dobitniej zamanifestować swą solarno-falliczną moc.

W czasie jego święta składano mu ofiary, a kapłani nazwani Luperkami, przywdziewali skóry świeżo zabitych kozłów i biegali wokół wzgórza Palatynu, smagając napotkane niewiasty rzemieniami (tzw. "februa") ze skór zwierząt ofiarnych, co miało zapewnić im płodność (czyż nie jest to zwyczaj analogiczny do staropolskiego śmigusa?). 

Luperkalii oficjalnie zakazano dopiero w V wieku. A w miejsce nienasyconego Człowieka Kozła, będącego od wieków patronem tych dni, umieszczono człowieka-impotenta, zwanego dziś św. Walentym.

Czy wobec tego negując ten dzień i starając się o nim zapomnieć, w przewrotny sposób nie celebrujemy misteriów  Walentyna Impotenta?

Warto wiec zadać sobie pytanie, co bliższe jest naszej duszy: kult fizycznej niemocy i bezpłodności, czy też kult życiodajenj solarno-fallicznej mocy i hasającego dziko w wzgórzach Człowieka Kozła - Luperkusa (będącego w istocie przyrodnim bratem naszego ziomka Kupały)


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Poimandres w KNMN

niedziela, 20 grudnia 2009 23:24

Poimandres


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ricky Gervais - Hitler i Nietzsche

piątek, 12 czerwca 2009 16:27


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Galileusz o mocy Słońca

środa, 03 czerwca 2009 0:12

 

Kiedy zgłębiamy indywidualistyczną filozofię Thelemy często pojawia się problem w jaki sposób połączyć ten indywidualizm z działaniami typowo społecznymi. Skoro bowiem, człowiek jest Solarnym Bóstwem - gwiazdą która porusza się właściwą sobie orbitą - to na co miałyby mu być potrzebne jakiekolwiek interakcje z innymi gwiazdami?

 

Dość ciekawą wizję interakcji Słońca i gwiazd przedstawia jeden z ojców systemu heliocentrycznego: Galileusz.


"Blask Słońca skupia w centrum wszechświata blask gwiazd, które umieszczone wobec niego sferycznie, wysyłają promienie łączące się i przenikające wzajemnie w tym centrum; a potem promienie te potężnieją w nim i tysiąckrotnie pomnażają swą świetlistość; stąd owo światło, zyskawszy nową moc, odbija się i rozchodzi z dużo większą siłą i, że tak powiem, pełne jest męskiego i żywego ciepła, tak że rozprzestrzeniając się ożywia wszelkie ciała, jakie wokół tego środka krążą; można tedy z pewnym podobieństwem powiedzieć, że jak w sercu zwierzęcia dokonuje się nieustanna regeneracja sił witalnych, które podtrzymują i ożywiają wszystkie członki [...] tak w Słońcu, kiedy ab extra czerpie pokarm, bije źródło, z którego nieustannie płynie owo światło i płodne ciepło, dające życie członkom, jakie wokół niego się znajdują."

 

Można wiec mieć w sobie wszelką moc istnienia i ciągle czerpać - chociażby w formie inspiracji - światło płynące od innych gwiazd...i światłem tym rozbudzać ukryty potencjał własnego istnienia. W ten sposób każdy z nas może odnaleźć doskonałą harmonię - poza skrajnościami osamotnienia i zniewolenia....


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Douglas Rushkoff - Life Inc.

wtorek, 02 czerwca 2009 3:55



Douglas Rushkoff (którego możecie kojarzyć za sprawą wydanej jakiś czas temu "Cyberii") w swojej najnowszej książce omawia problem centralizacji władzy i postępującego zawłaszczania rzeczywistości przez korporacje. Na pierwszy rzut oka jego tezy wydaja się być świeże i błyskotliwe, dodatkowo doskonale wkomponowane w kontekst ekonomicznego kryzysu ostatnich lat. Kiedy jednak głębiej się przyjrzeć analizom autora natrafiamy na cały kompleks ideologicznych dogmatów typowy dla większości lewicujących myślicieli (chociażby alienacja Hessa i Marksa) . Co typowe dla neomarksistów (chociażby takich jak Żiżek) naprawdę ciekawa cześć krytyczno-historyczna idzie ręka w rękę z dość miejscami absurdalną, utopijną futurologią.

Jednak nawet jeśli przyjmiemy, że Rushkoff przesadza w tym straszeniu alienacją i nie rozumie do końca roli indywidualizmu w dekonstrukcji centralnych Władz i Autorytetów, trzeba przyznać, że czyta się go niemal tak gładko, jak słucha. Dlatego „Life Inc." może być niezłą lekturą nie tylko dla osób zainteresowanych strategiami dekonstrukcji rzeczywistości, ale też dla każdego, kto chciałby przeczytać ciekawą książkę z pogranicza ekonomii, socjologii i filozofii.

Przedsmak tego co znajdziemy w książce, Rushkoff serwuje w formie video:



Podziel się
oceń
1
1

komentarze (4) | dodaj komentarz

Jake Stratton-Kent - The Encyclopaedia Goetica. Volume 1: The True Grimoire

środa, 27 maja 2009 2:45

Jake Stratton-Kent jest członkiem Alchemicznego Kościoła Tyfona-Chrystusa - organizacji, która koncentruje się na poszukiwaniu ukrytych znaczeń Liber AL w oparciu o autorski system angielskiej kabały. Jednak jego magiczne poszukiwania nie ograniczają się na angielskiej kabale, bowiem oprócz niej, jak twierdzi, od 37 lat zajmuje się praktycznym eksplorowaniem magii goetycznej. Tej mniej znanej stronie swojej twórczości daje wyraz w najnowszej publikacji Scarlet Imprint zatytułowanej "The Encyclopaedia Goetica. Volume 1: The True Grimoire".

 

"Prawdziwy Grimuar" jest próbą stworzenia modelowego systemu goecyjskiego w oparciu o materiał pochodzący głównie z "Grimorium Verum", które autor traktuje jako swego rodzaju klucz do całej tradycji goecyjskiej. Całość zostaje wzbogacona odniesieniami do innych grimuarów i wygładzona na tyle, by móc służyć za praktyczny system magii.

 

Więcej informacji na temat książki można znaleźć na stronie Scarlet Imprint.

 

Tymczasem najnowszy podcast Occult of Personality prezentuje obszerny wywiad z Jake Stratton-Kentem. Dzięki czemu możemy zapoznać się bliżej z sylwetką tego stosunkowo nieznanego okultysty.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Księga Prawa i Stela Objawienia czyli Magija Słowa i Mistyka Milczenia

środa, 27 maja 2009 0:31


Zdobądźcie stelę objawienia; ustawcie w mej sekretnej świątyni - a świątynia ta już teraz jest właściwie przysposobiona - i będzie ona waszą Kiblah na zawsze. Nie zblaknie, a cudowny kolor powracać będzie każdego dnia. Zamknijcie ją w szklanej gablocie jako dowód dla świata. (AL III:10)


Mistyka Thelemy opiera się na dwóch najważniejszych 'źródłach' bądź magijnych 'artefaktach'. Pierwszym z nich jest oczywiście manuskrypt Księgi Prawa, podyktowany Fratrowi Perdurabo przez Aiwassa. Z tego też względu Księga jest manifestacją Słowa, Światła i Działania.

Drugim źródłem thelemicznej mistyki jest Stela Objawienia, będąca bezpośrednią inspiracją, która doprowadziła do kontaktu Perdurabo z Aiwassem (warto zwrócić uwagę na fakt, że o ile Skrybą Księgi Prawa był Mężczyzna, o tyle przekaz Steli płynął za pośrednictwem Kobiety). Stela jest przeto awatarem Milczenia, Ciemności i Spoczynku.

Te dwa elementy składają się razem na symboliczną diadę, będącą sercem thelemicznej magiji i mistyki, czemu dał Crowley wyraz chociażby w Liber XV (Gnostycznej Mszy Katolickiej) umieszczając je na Ołtarzu.

Oczywiście dla profanów takie eksponowanie Steli Objawienia i Księgi Prawa może kojarzyć się ze zwykłym bałwochwalstwem. Trudno się jednak dziwić takim reakcjom ze strony ludzi, dla których świętość jest równoznaczna z padnięciem przed nią na kolana, a co za tym idzie jedyna możliwość wyzwolenia się z duchowego niewolnictwa widzą w wyrzeczeniu się wszelkiej świętości.... (stąd ludzie poszukujący wolności tak często deklarują się jako ateiści).

Każdy jednak kto doświadczył czym naprawdę jest świętość, i kto odcisnął w swym sercu Prawo tak bardzo, że bije ono w jego rytmie, wie, że trudno o bardziej potężne magiczne artefakty jak Stela Objawienia i Księga Prawa. Z tego też względu pomimo skojarzeń z kultami minionych eonów te dwa potężne i przepiękne symbole umieszczone na Ołtarzu zawsze promieniują tajemnym blaskiem i ukrytą siłą.

Na przestrzeni lat doczekaliśmy się zarówno licznych wydań Księgi Prawa jak i licznych reprodukcji Steli Objawienia. Ich jakość wielokrotnie pozostawiała wiele do życzenia. O ile jednak dość łatwo znaleźć całkiem niezłe edycje Księgi Prawa (polska edycja, choć pozostawia trochę do życzenia, też się do nich zalicza), o tyle większość reprodukcji Steli pozostawia wiele do życzenia (najlepszym przykładem takiego partactwa może być reprodukcja wykonana przez Regardiego). Szczęśliwie zdobycie porządnie wykonanej repliki steli stało się dużo prostsze - być może dlatego, że coraz więcej thelemitów zaczyna rozumieć, że Księga Prawa to zaledwie połowa. Co ciekawe, zdecydowanie najlepsze reprodukcje (m.in. ze względu na zachowanie oryginalnych rozmiarów i wykorzystanie stiuku) Steli można zamówić....w Polsce, za pośrednictwem strony Stele666, na której znajdują się również szczegółowe informacje na temat Steli Objawienia, jej historii i symboliki. Wszystkim zainteresowanym szczerze polecamy :)

Podziel się
oceń
5
1

komentarze (1) | dodaj komentarz

Love and Hate

poniedziałek, 25 maja 2009 1:01
 

W klasycznym, dualistycznym, ujęciu Miłość i Nienawiść to dwie skrajnie przeciwstawne siły, które nic nie łączy i wszystko dzieli. Mają być dwoma przeciwstawnymi żywiołami wywodzącymi swą moc z zupełnie różnych źródeł.

Takie klasyczne ujęcie rozpropagował m.in. Eliphas Levi pisząc: "Z punktu widzenia absolutnej Moralności, Dobro jest Miłością, a Zło Nienawiścią. Miłość musi być kochana, a Nienawiść nienawidzona. Jak mawiają Ewangelie, jedno słowo Nienawiści zasługuje na Piekło, i tak też jedno słowo Miłości po dwakroć zasługuje na Niebo. Albowiem Miłość nagradza nawet bardziej, niż Nienawiść karze."

W tych słowach widać aż nazbyt wyraźnie, manichejski model myślenia. Zupełnie inny niż ten, który odnajdujemy w tradycji Thelemy. Miłość jest bowiem w Thelemie widziana jako fundament wszelkiej jedności. Mistyczna siłą która jednoczy podzielonych. Alchemiczna moc syntezy. Orgiastyczne uniesienie, które znosi wszelkie ograniczenia trywialnej codzienności.

Łatwo zauważyć, że tak postrzegana miłość jest czymś więcej niż sentymentalno-emocjonalnym uniesieniem. Sięga głębiej i dalej niż uczucia, które zwykliśmy określać jej mianem.

Jak czytamy w Księdze Brzasku:

"Miłość Had i Nu jest blaskiem oświeconych, doskonałością doskonałych, boskością deifikowanych, prostotą prostych, jednością uczestniczących w jedności, życiem żyjących, istotą rzeczy istniejących, początkiem i przyczyną wszelkiej istoty i wszelkiego życia. I dlatego też wszystko, co stworzone, rzeczy wieczne i doczesne, ludzkie i anielskie mogą wołać wraz z Prorokiem: O Nuit, ciągłości Nieba, niechaj będzie tak zawsze; tak iż ludzie nie mówią o tobie nie jako o Jednej, lecz jako o Żadnej; i niechaj nie mówią o tobie wcale, jako że jesteś ciągła!

W tym cyklicznym, miłosnym syntezowaniu jedności wszechrzeczy piękno rodzi się z rzeczywistości ziemskiej poprzez więź łączącą jedność z mnogością, z nieustannego ruchu, dzięki któremu wszystko pochodzi od samego siebie i do siebie dąży, a jednocześnie wywodzi się z tajemnicy z ku tajemnicy zmierza.

Wszystko jest miłosną igraszką Bogini i Boga. Wszystko staje się erotyczną grą. Czujemy się bowiem niewystarczalni i niepełni, a jednocześnie głęboko pragniemy samowystarczalności i pełni."

W tym nowym ujęciu Nienawiść nie jest siłą przeciwstawną Miłości, lecz jej drugim biegunem. Inną formą manifestacji tej samej pierwotnej siły. Właśnie dlatego Mistrz Ever, w Liber DCL, zaleca byśmy nie nienawidzili tych, którzy występują przeciw nam "jako że nienawiść jest formą miłości i powinna być zarezerwowana dla równych".


I rzeczywiście: Nienawiść może łączyć równie silnie co Miłość. Może splatać losy ludzi i gwiazd z równie niesamowitą pasją. Może też prowadzić ku spazmom ostatecznej rozkoszy jaką jest unicestwienie odrębności istnienia.

Nienawiść nie jest ani wzgardzana, ani potępiana. Pojawia się w naturalny sposób, będąc namacalnym dowodem magnetycznej metafizyki płci. Dlatego też być może najlepszym modelem pozwalającym opisać miłość, jest magnetyzm i teoria pola.

"To co nazywamy miłością, jest fenomenem elektromagnetycznym który rozgrywa się we wszystkich formach materii. Pociąga on za sobą wymianę energii na wszystkich płaszczyznach, na których istnieją dane formy materii."

Takie ujęcie pociąga za sobą szereg praktycznych konsekwencji. Pierwszą z nich jest odejście od fiksacji na jednym z biegunów o którym pisze Levi. Przeciwnie:

Skoro Agape wyraża się nie jako monolityczna siła, lecz spolaryzowana moc atrakcji i odpychania, miłości i nienawiści, to podążać jej Ścieżką Miłości oznacza nie tylko jednoczyć się z tym, co nam bliskie, ale też "pragnąć najodleglejszej z gwiazd". A im większa różnica miedzy tym co się ze sobą łączy, tym więcej energii i ekstazy winno być rezultatem takiego zdarzenia.

"im większe przeciwieństwa, tym bardziej ognista moc Magnetyzmu i ilość Energii wyzwolona przez Zespolenie. Dlatego też w Zjednoczeniu Podobieństw [...] nie ma silnej Pasji ani Wybuchowej Siły, a Miłość między Osobami o podobnych charakterach i upodobaniach jest łagodna i nie Transformuje ku wyższym Płaszczyznom." (Liber Aleph)

Kochajmy się więc i Nienawidźmy. Jednoczmy i Rozpuszczajmy.

Podziel się
oceń
3
1

komentarze (16) | dodaj komentarz

Liga Niezwykłych Dżentelmenów i Aleister Crowley

sobota, 23 maja 2009 17:19


Zapewne słyszeliście o serii komiksów Alana Moore'a i Kevina O'Neilla (albo chociaż o filmie zrobionym na ich podstawie)? Jeśli tak, to może zaciekawić was fakt, że w najnowszym tomie "The League of Extraordinary Gentlemen (Vol III): Century #1 ("1910")" akcja dzieje się w wiktoriańskiej Anglii, a głównymi bohaterami są postacie wymyślone przez Aleistera Crowleya, takie jak np. Oliver Haddo, Cyril Grey, Simon Iff czy Karswell Trelawney (będące w dużej mierze literackim alter ego wujka Ala). Jakby tego było mało przez komiks przewijają się postacie z Moonchilda i Zanoni - jednym słowem parada atrakcji :)

Więcej informacji na temat tej kolorowej książeczki znajdziecie tutaj.
Podziel się
oceń
1
1

komentarze (1) | dodaj komentarz

niedziela, 25 września 2016

Licznik odwiedzin:  169 319  

Wyszukaj

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Uwaga

Jeśli nie wiesz o co chodzi, przejdź tutaj:

http://thelema.pl/thelema.intro-pl.htm

Statystyki

Odwiedziny: 169319

Lubię to